#wspódnicy

Naprawdę lubię nosić spódnice. W dobie zacierania się podziałów, gdzie mogę na luzie chodzić w spodniach, nie chcę ich nosić! Spódnice są piękne, kobiece, podkreślą różnice, co uważam za cudowne. Sukienki załatwiają nam za to sprawę całego outfitu – bomba!

Jeśli chodzi o wspomniane spodnie – noszę (do spania i na siłownię), kropka. Tu nie chodzi o chęć zwrócenia na siebie uwagi, no może w sumie poniekąd. Nosząc spódnicę czuję się naprawdę dobrze z tym, że jestem kobietą! Jestem z tego dumna! Spódnice współgrają z moim światopoglądem, stylem życia. Odzwierciedlają mnie w całości.

Spódnica skłania do tego, aby chcieć ładnie wyglądać, zachowywać się, mówić, nie tylko ozdabia nas zewnętrznie, ma także wpływ na nasze wnętrze – na nasze postrzeganie świata. Chodząc w spódnicy czuję się wolna (i nie chodzi tutaj o ściskanie czterech liter ciasnymi jeansami).

Wkładając kieckę czuję, że jestem w 100% autentyczna, nie udaję nikogo kim nie jestem. Nie neguję noszenia spodni, ale uwielbiam kobiety w spódnicach! Szczerze! To jest jakaś zapyziała ściema, że kobieta w spódnicy wygląda jak zakonnica, albo typowa oazówka!

Ja uważam, że zakonnice są arcy kobiece!

Kobiecość w spódnicy nie musi oznaczać także nacechowania negatywnego. W kiecce, krótszej, czy dłuższej pokazujemy swoje wartości. Kiedyś odpowiedni strój określał to kim ktoś jest, czym się zajmuje. Teraz tego nie ma. Jest niemiłosierna modowa samowolka. Nic chyba nie jest w stanie nikogo zdziwić. To jest trochę przykre, że nie chcemy ubiorem podkreślać naszego piękna.

Ładnie ubrana kobieta jest najlepszym narzędziem ewangelizacji – w tych słowach o. Joachim Badeni bez wątpienia miał na myśli kobiety w spódnicach i sukienkach! Filozofia spódnicy, odnosi się także do mojej wiary i dość konserwatywnego podejścia do świata. „Córka Króla królów” musi wyglądać pięknie 😉

Spódnice są ultra kobiece, eleganckie, szykowne ale są też super wygodne (nawet do sprzątania, a żadna kobieta nie wygląda lepiej przy sprzątaniu niż w sukience i gumowych rękawiczkach!). Ale są też przecież piękne sukienki czy spódnice, w konwencji sportowej, jakie to jest świetne i wygodne! Producenci dwoją się i troją, aby ułatwić nam częstsze wybieranie kiecek, a kobiety dalej chodzą w spodniach.

Do zamiaru zrezygnowania ze spodni, zabierałam się długo. Myślałam, że mój intensywny styl życia mi na to nie pozwoli, ale jakże się myliłam! Na dobre zaczęłam kilka miesięcy temu, z małymi odstępami. Ale na tą chwilę mój cel został osiągnięty! Na spodnie patrze ze sceptycyzmem i podejrzliwością… Mam kilka par w szafie, na już zupełnie wszelki wypadek, który mam nadzieję szybko nie nastąpi.

Odkąd regularnie wkładam kiecki, bacznie obserwuję kobiety! I co widać, kobiety w spódnicach to wciąż rzadkość. A przecież, to co mamy dzisiaj w sklepach jest takie piękne! I wychodzi mój materializm 😉 Tak, przy najmniejszych zakupach, wracam z nowymi rajstopami, i nie omieszkam przejrzeć spódnic i sukienek w danym sklepie.

Taka (radykalna) zmiana, łączy się z pewnymi wyrzeczeniami i niesie za sobą kolejne zamiany, ale i z tym trzeba się liczyć. Trzeba przekwalifikować swoją garderobę, i to zasadniczo. Nie mówię, od razu o gigantycznych czystkach, ale stopniowych.

Dzięki spódnicom, czuję się spójna w tym co robię, jak myślę i jak wyglądam, a dzięki temu dużo szczęśliwsza!

iecka.jpg

Wszystkim noszącym się z zamiarem chodzenia w spódnicach polecam projekt 365 dni #wspódnicy którego pomysłodawczynią jest haukotella. Również biorę w nim udział, serdecznie wspieram i zapraszam!