bóg w XXI wieku

Nasza wiara jest tak marna, jak tylko można to sobie wyobrazić. Przed Bogiem, stawiamy zwykle co innego, bo przyzwyczailiśmy się do niewiary. Tak jest wygodnie i mówię to z całą świadomością. Życie bez Boga jest wygodne, koniec i kropka. Nikt nie mówi mi co mam robić, jak mam żyć. Nikt na mnie nie patrzy, mogę manifestować moje poglądy choćby głosiły krew i śmierć. Nie ma nieba, nie ma piekła, umieram, zasypiam i już nawet nie śnię. O Bogu zapomnieliśmy, a jeśli zdarza nam się przypomnieć to jest to bóg, ale z małej litery. STRASZNE. Nasza wiara jest papierowa (na szczęście jak mówi przysłowie „papier jest cierpliwy”). Staliśmy się sobie bogami. JA pan i władca, JA bogini. Nie chodzi mi teraz, o to że świat jest zły, a my to małe zagubione owieczki, gdzieś balansujemy na tej ziemskiej łące między trawką a strumyczkiem. W sumie trochę tak jest. Zapominamy o Bogu, zapominamy o drugim człowieku ale także zapominamy o sobie. Nie potrafimy siebie umieścić w jakiejś konkretnej sferze. Nasza egzystencja jest nijaka, a my zaślepieni złudnymi obrazami życia pędzimy na oślep. Wmawia nam się, że to co zawsze przyjmowane było za złe jest dobre. Daliśmy sobie wyprać mózgi nowoczesnymi ideologiami. Wmawia nam się, że podstawową potrzebą człowieka jest seks i wifi. Zdrada czy brak zasięgu to chyba nasze najgorsze koszmary. Przestaliśmy Boga szukać, szukamy kasy, rozrywki, przyjemności i zbędnego poklasku. Człowiek XXI wieku. Mamy wszystko, ale ale nagle odczuwamy jakiś głęboki brak i nie jesteśmy w stanie tego nazwać. Wiążemy to z przyziemnymi potrzebami. My tak naprawdę potrzebujemy Boga. Jakiś cichy głos próbuje się wydostać na zewnątrz z naszych wnętrz, a my go coraz bardziej tłamsimy, a w efekcie mimo gigantycznego friendzone czujemy się coraz bardziej samotni. Życie bez Boga jest wygodne, ale życie z Bogiem jest zdecydowanie pełniejsze!