Błogosławione piersi, które ssałeś

il. Jean Fouquet, Madonna wśród Aniołów, ok.1450

Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś>> Łk 11,27

Od jakiegoś czasu przewija się temat na wskroś kobiecy. Matka karmicielka – Alma Mater – brzmi dumnie. Wszystko pięknie. Temat zdecydowanie wart uwagi –  mianowicie karmienie dziecka piersią w kościele (w domyśle podczas Liturgii Mszy Świętej).  Temat poruszony przez Franciszka, podczas niedzielnej celebracji – karmić tak jak Jezusa karmiła Maryja.

Wyobraźmy sobie sytuację: jesteśmy na Mszy Świętej, obok nas siedzi kobiecina z maleństwem w wózku, małe płacze, za momencik moment kulminacyjny Mszy, i trach, matuchna bierze dziecię na ręce, wyjmuje cycka zza bluzki i karmi w najlepsze, tak słodko na siebie patrzą, maleństwo sobie ciumka i czasem pokwili. Słodziutki widok. Bez wątpienia, ale nie tutaj.

Dla jasności, nie mam problemu z karmiącymi matkami, z widokiem piersi, a nawet widok karmiącej matki napawa mnie optymizmem. Zdecydowanie kocham dzieci, swoich (póki co) nie mam, ale to nie znaczy, że nie mogę się wypowiedzieć.

Mogę, bo z tego co można zauważyć w tej całej wielkiej burzy, najgłośniej krzyczą kobiety – a kobietą jestem.

Wątek dla mnie jest po prostu przykry.

Czy kobieta może karmić dziecko w kościele? Próbuję sobie wyobrazić nasze matki czy babcie w takiej sytuacji – i zapewniam, taki pomysł do głów mi im w ogóle nie przyszedł.

Mszy dla dzieci unikam – ale to przez totalną infantylizację liturgii, czyli katolipa tłumaczona potrzebą duszpasterską. Wiadomo jednak, że na każdej innej Mszy świętej może pojawić się mama z wózkiem. Proszę bardzo i bardzo mnie to cieszy. I tak jak dzieci – nawet gigantycznie histeryzujące nie są w stanie wybić mnie z równowagi, czy zakłócić mi modlitwę – tak nadgorliwi rodzice, którzy na siłę próbują dzieci w kościele uspokajać, wszelkimi możliwymi sposobami – zdecydowanie.

Dzieci rozumiem, rodziców nie.

Matki próbują tłumaczyć, że wyciągnięcie cycka w kościele jest najlepszym wyjściem, a ci którzy się z tym nie zgadzają oczywiście widzą w tym aspekt erotyczny (więc tym jest spowodowana ich niechęć). Problem jest także z tym, że gdy ktoś się nie zgadza na taki rozwój sprawy – to albo jest to mężczyzna, który z natury rzeczy nie karmi dziecka, więc nie ma prawa się wypowiedzieć, albo jest to kobieta która nie ma dzieci – więc nie wiesz jak to jest.., jedno dziecko do wykarmienia to także za mało aby móc się wypowiadać na taki temat – ci z automatu są uciszani, jako nieeksperci.

Nic z tego. Karmiony był każdy, i temat nie jest odległy dla nikogo.  Karmienie dziecka jest jedną z naturalnych rzeczy – totalnie pozbawionych warstwy erotycznej. Nie mniej jednak, nie wszędzie wypada. Szanujmy swoją wrażliwość.

Dziecko można nakarmić tuż przed wyjściem do kościoła i sprawa powinna być załatwiona. A co jeśli dziecka nie da się nakarmić przed wyjściem? Na miłość boską (tą mitologiczną)! Ktoś wymyślił coś takiego jak laktator, więc zawsze można zabrać ze sobą pełną butelkę i za jej pomocą nakarmić dziecko, co jest chyba najbardziej „komfortowym” wyjściem dla wszystkich stron. Oczywiście, są takie przypadki, że kobieta karmi tylko piersią – ale i w tym wypadku nie trzeba rozbierać się w kościele.

Dlaczego matka, która chce karmić dziecko nie uda się do zakrystii? Wybitnie mnie to nurtuje. Tłumaczy, że jej nie po drodze, że nie wie jak się zachować, że będzie się krępować – brednie! Dobrze, że zwolenniczki karmienia nie chcą (Boże uchowaj) przewijać dzieci w kościele, a przecież to równie naturalna sprawa. Z tymi przypadkami – do zakrystii trafić zdecydowanie łatwiej. I nie raz się zdarza, że w obcym kościele, mama leci z dzieckiem do zakrystii pytać gdzie jest toaleta – i wtedy nie ma z tym problemu.

Więc czyli na dobrą sprawę o co chodzi?

„Należysięmizm” – to chyba najtrafniejsze określenie. Mam dziwne wrażenie, że w tej całej burzy nie chodzi o dzieci, ale o matki. Matki bohaterki, które dumnie wyciągną pierś – bo mogą. 

Nie chodzi mi o żadne ?kolejne? ograniczenia Ale o to co wypada, a co nie wypada. Jest czas i są miejsca, w których nie należy karmić dziecięcia piersią, tak samo jest czas i są miejsca (i to jest przykład totalnie kolokwialny) w których nie należy używać telefonów komórkowych. I tak przykładowo idę do teatru/kina/whatever wyłączam telefon, nie wiem kto zabiera niemowlęta do teatru – ale ośmielę się stwierdzić, że żadna kobieta w czasie przedstawienia nie odważyła się karmić dziecka.

Przykład dalece oderwany, do teatru idę dla przyjemności, nie by wyznawać moją wiarę.

Nie chcę tutaj rozpisywać się na temat istoty Mszy świętej, ale ta kwestia jest w tym sporze najważniejsza. Bo nie wcale wątek pokazania kobiecej piersi – jak to niektórzy starają się interpretować.

Nie chodzę do kościoła aby umacniać więzi rodzinne, nie chodzę, aby było miło i przyjemnie. Chodzę aby czcić i przeżywać pamiątkę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Chodzę aby wyznawać moją wiarę, aby ją przeżywać. Jeżeli rozumiem (bądź staram się zrozumieć) istotę Mszy świętej, to swoją postawą nie utrudniam uczestnictwa innym, a także sobie. Pragnę aby moja postawa była jak najbardziej adekwatna i oddana. 

Nie zależy mi na wojowaniu w tej sprawie, bo znowu uważam, że sprawa nie jest w naszym mniemaniu najważniejsza.

Macierzyństwo jest niewątpliwie jednym z najpiękniejszych okresów w życiu kobiety. Naprawdę lubię patrzeć na kobiety noszące pod swoim sercem drugą osobę – widzę w tym ogrom miłości i nadzieję. Lubię patrzeć na matki zajmujące się dziećmi. I w końcu na piękny widok matczynej miłości wyrażanej podczas karmienia. Powstała niezliczona ilość obrazów o treści religijnej przedstawiająca motyw karmiącej Maryi Panny, bądź Madonny z odsłoniętą piersią – te obrazy są przeurocze. Pokazują nam tą właśnie, ziemską naturę Chrystusa. Maryja też karmiła swojego Syna. Coś cudownego. I nikogo to nie gorszy – bo nie w tym rzecz.

Do słów papieża (z całym szacunkiem) odniosę się tylko w jedyny z możliwych (w moim mniemaniu) sposobów – mam nadzieję, że Kościół nie doczeka się żadnego oficjalnego dokumentu promującego karmienie w świątyni.